Sport

wieczór w klubie

Jest piątek wieczór więc mam chęć na jakąś akcje, wchodzę do klubu, czas na degustację, widzę kątem oka to spojrzenie, wiem już dobrze o tym, że będze… wycisk. Dosyć ostry. Otwieram drzwi, głośna muza, dym, mnóstwo ludzi. Tak właśnie spędzam wieczory w klubie.

Wieczorne treningi w boxie stały się moim nowym zwyczajem odkąd wróciłam do pracy. Koniec z WODami w samo południe zwane też treningiem degeneratów i milionerów. Ani do jednej, ani do drugiej grupy nie należałam. Tak mi się wydaje. W samo południe na zajęcie przychodzi też duża grupa matek i właśnie do tej grupy bym się zaliczyła.

Po co w ogóle wciskam trening do i tak szalonego grafiku  codziennego? Na początku oczywiście miałam wyrzuty sumienia. Że zostawiam dzieci, że mało czasu spędzamy, że tyle rzeczy do zrobienia, ale każdemu potrzebna jest chwila relaksu, tylko dla siebie, bez zbędnych myśli. Dla niektórych może to być relaksująca kąpiel w wannie, przejażdzka samochodem albo wizyta w klubie. Dla mnie to właśnie jest CrossFit. Nie myślę o niczym, no może oprócz kolejnych 100 burpees do zrobienia. Zamykają się drzwi i tamten świat przestaje dla mnie istnieć. Liczy się tylko ta godzina.

Tak samo jak inni mam swe potrzeby, mam swoje sny i swoje marzenia, ogólnie mówiąc przypadki myślenia. Na treningu to wszystko zostaje poza. Jest zadanie do wykonania, skupiam się tylko na sobie, na walce z czasem, z ciężarem, z sobą. Pokonuję swoje granice.

A jak wracam do domu, poprawiam kołdry chłopakom, szykuję ubrania na kolejny dzień, sprzątam pozostawione na podłodze klocki lego i idę spać. Kolejny dzień mija.

zdjecie

/w tekście znajdują się fragmenty piosenek Liroya, tak jakoś mnie naszło na wspomnienia z podstawówki

 

Podobne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź

Contact Support