codziennik myślimamy

taka historia

Jak pisałam TU w deszczowe dni za dużo się u nas nie zmienia. Ot, trzeba się lepiej ubrać.
Ja też zakładam kalosze i kurtkę przeciwdeszczową. Swoją deszczówkę ma nawet Lelko.

Zazwyczaj jak wychodzę z chłopakami, a tym bardziej jak jedziemy w podwójnym wózku, mało kto przechodzi obok nas obojętnie. Zazwyczaj przynajmniej mały uśmiech się pojawia na twarzy przechodnia. Raczej na tym się kończy, chociaż niewątpliwie bardzo miły jest taki mały gest.
Druga grupa to zasypywacze pytaniami. A temu na dole to nie zimno/ nie ciasno/ nie smutno? Mało widzisz biedny ty? A ty nie za duży na wózek? Nie umiesz mówić? Gdzie masz język? A może oddaj miejsce bratu? itp Staram się nie komentować i dyskretnie uciekam z zasięgu języka.
Trzecia grupa bardzo niespotykana – zaskakuje. Albo opowiada historię swojej wielodzietnej rodziny albo…

I tu wracam do rozpoczętego wątku.
Właśnie w taki deszczowy weekend wybraliśmy się we troje na kałuże. Lelko wjeżdżał w każdą dużą kałużę wózkiem ku uciesze swojego brata. Przebiegaliśmy przez kałuże rozchlapując je na boki.
Aż w końcu dotarliśmy do największej kałuży na osiedlu. W niej spychacz zamienił się w łódź podwodną a my z Adasiem robiliśmy mu wielkie fale. Pojawił się sztorm. W kałuży tej był również rów większy od Mariańskiego.
Skarpetki mokre, bluzy mokre, spodnie mokre. Obok nas przechodzi Zwykła Pani z Psem. Już myślałam, że po po prostu chce nam powiedzieć, że jesteśmy mokrzy, że będziemy chorzy, że Lelko nam zazdrości, bo nie może chodzić po kałużach. Standard. Ale nie.
Zwykła Pani z Psem należała do trzeciej grupy zaskakujących przechodniów.
Powiedziała, że bardzo rzadko widzi Takie mamy. Że to bardzo piękne i wzruszające. I zniknęła.

A my wróciliśmy do naszego morza i dalej bawiliśmy się statkiem-koparką.

image (34)

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply