podróże

śladami krasnoludków

W tym świątecznym szaleństwie my zrobiliśmy sobie przerwę. Podarowaliśmy sobie prezent, którym było wspólne spędzenie czasu. Decyzja zapadła spontanicznie, okazało się, że podróż do Wrocławia zajmuje około 3 godzin. Dawno nas tam nie było. Zakupiliśmy przewodnik, zarezerwowaliśmy hotel, spakowaliśmy walizki i pojechaliśmy. Czy to miasto przyjazne rodzinom? Czy jest tam coś ciekawego? My nasze 48 godzin spędziliśmy bardzo aktywnie. A atrakcji starczyło by na pewno na kolejne 48 a może i więcej.

Afrykarium i ZOO

Od tego trzeba zacząć, chociaż to nie było pierwsze miejsce które odwiedziliśmy. Byłam w wielu ogrodach zoologicznych i w Polsce i za granicą, wspomnę tu tylko kilka które darzę największym sentymentem:

– Warszawa, gdzie przeszłam już pewnie setki kilometrów;

– Amsterdam, skąd dostałam od męża maskotkę tzw. Artista i gdzie Adaś pierwszy raz wykazał zainteresowanie atrakcjami w miejscu publicznym (wodził oczami za zwierzakami po prostu), wspaniała hala wolnych lotów motyli, którą jednak Adaś przespał;

– Waszyngton, to chyba jedyne bezpłatne ZOO, w którym byłam, ogromna powierzchnia i zupełnie inne zwierzaki niż w Europie a także odmienne warunki dla podopiecznych i zwiedzających niż na naszym kontynencie;

– no i tegoroczna wizyta w Oceanarium w Barcelonie.

Do tej pory jednak wrocławskiego ZOO nie miałam okazji zwiedzić. Na pewno Afrykarium to duży atut ogrodu, tak samo jak zwierzyniec, gdzie dzieci mogą zobaczyć zwierzęta z bardzo bliska, a nawet je dotknąć. Chociaż są tez miejsca już przestarzałe, bez wind czy podjazdów dla wózków, trochę brudne albo gdzie podopieczni ogrodu żyją, moim zdaniem, w złych warunkach.

Z pewnością jest to miejsce warte odwiedzenia. Również w taką jesienną deszczową pogodę. Afrykarium robi ogromne wrażenie. Chyba nawet podobało nam się bardziej niż w Hiszpanii.
image (72)  IMG_4894

Stare Miasto

Wrocławski rynek należy do moich ulubionych. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Można i pospacerować i poimprezować i coś zjeść.

W okresie przedświątecznym odbywał się tam, podobnie jak w innych miastach Jarmark Bożonarodzeniowy. Nadal zastanawiam się czy to coś wartościowego czy raczej kicz. Bo o ile idea jest dobra, to już wykonanie nie bardzo. Na straganach brak jest autentycznych produktów, kojarzących się z konkretnym miastem, świętami. Ciężko rozpoznać czy jest się na wydarzeniu w Warszawie, Wrocławiu czy Łodzi a w stałych, rynkowych miejscówkach można kupić tańsze i lepsze grzane wino. Ale wieczorem, kiedy stragany się rozświetlą, to przestaje mieć znaczenie. Uśmiech Adasia jadącego kolejką – bezcenny.

Na Rynku znaleźliśmy też sklep z wyrabianymi na miejscu lizakami. To dopiero była radość – trzeci lizak w życiu. Cały do zjedzenia na raz. Tylko dla niego. No i bez sztucznych dodatków, jak na lizaka oczywiście.

image (73)Krasnoludki

Zwiedzanie miasta z dziećmi ułatwiają pochowane w różnych miejscach krasnoludki. Dzięki nim mogliśmy pokonywać dłuższe niż zazwyczaj trasy.

IMG_4854

Dzielnica Czterech Świątyń

Za dużo czasu na zwiedzanie nie mieliśmy, ale udało się zobaczyć to z czego słynna jest ta dzielnica. Murale.

image (71)Gdzie jeść?

Przewodnik kupiliśmy również ze względu na to, że zawsze bardzo dużo czasu poświęcaliśmy na szukanie miejsca na obiad czy kolację. Tu za drogo, ten nie wygląda dobrze. Lubimy odwiedzać miejsca sprawdzone. I stąd ten przewodnik. My przychylamy się do rekomendacji Ogarnij Miasto. Już kiedyś korzystaliśmy z ich poleceń na jedzenie w Trójmieście, które znalazłam TU.

Ja polecam trzy miejsca, które tam znaleźliśmy i odwiedziliśmy: Central Cafe, Pod gryfami i Łubu Dubu. Każdy z nich w odmiennym stylu i serwuje inne dania, ale w zależności od nastroju i okoliczności warto odwiedzić wszystkie trzy.

Gdzie spać?

My wybraliśmy zlokalizowany w Dzielicy Czterech Świątyń hotel Puro. Chociaż nie jest to hotel specjalnie dedykowany rodzinom. Kierowaliśmy się ceną, opiniami, lokalizacją, ofertą (co cena obejmuje) i braliśmy te kryteria pod uwagę właśnie w takiej kolejności.

Sam hotel okazał się bardzo prorodzinnie nastawiony. Obsługa pomogła przearanżować pokój tak, aby spełniał potrzeby naszej czteroosobowej rodziny. Śniadania to wielkie zaskoczenie, bardzo dobrze przygotowane, zupełnie inne niż do tej pory widziałam. Dużo słodkości, kanapki, tortille na ciepło, owoce. Kolejnym zaskoczeniem była darmowa kawa (i czekolada) z maszyny. Na jedną kartę do pokoju można było wykorzystać 5 napojów dziennie. Dostępne były też kubki do zabrania napoju na wynos. W hotelowym lobby dostępne są Ipady zwane przez Adasia nie bez powodu „grą”. Pierwszy raz spędziliśmy tam trochę więcej czasu niż zazwyczaj. Dostępny jest płatny podziemny parking. W okresie przedświątecznym hotel oferuje pobyty po bardzo konkurencyjnych cenach, a my dostaliśmy jeszcze zniżkę na parking, jako świąteczny prezent. Takie gesty od hotelu sprawiają, że na pewno będziemy szukać hoteli tej sieci w innych miastach.

Teraz kilka minusów, bo takie też były i związane są z pokojem. Chodzi głównie o łazienkę i jej oświetlenie. Łazienka jest cała przeszklona, co nie jest jakimś bardzo innowacyjnym rozwiązaniem oczywiście. Wadą jest to, że można ją zasłonić tylko od strony pokoju. Od strony korytarza pozostajemy niezasłonięci. Było dużo śmiechu, ale na dłuższy pobyt z rodziną mogło by to być trochę uciążliwe. A drugi mały minus to czujka oświetlenia, która jak chłopcy zasnęli a my poruszaliśmy się po pokoju „łapała” nas czasem i zapalała światło w łazience. Były to jednak małe wady, które nie zniechęcą nas do korzystania z usług tej sieci.

Czego nie widzieliśmy?

Mostów, kina Nowe Horyzonty, Panoramy Racławickiej i wielu innych miejsc. Pewnie jeszcze wrócimy…

Podobne wpisy

2 komentarze

  • Odpowiedz
    Martyna i Paulina Kwiatkowskie
    29 grudnia 2014 at 21:24

    Nie byłyśmy nigdy we Wrocławiu, ale jak już tam pojedziemy to wiemy gdzie jeść, spać i co warto zobaczyć. dzięki 🙂
    M.

    • Odpowiedz
      efcia
      3 stycznia 2015 at 10:44

      Od was troszkę dalej, ale Wrocław odwiedźcie koniecznie!

    Zostaw odpowiedź

    Contact Support