podróże

Niezbędnik podróżnika

Pierwszy raz wyjechaliśmy na tak długo, mogąc wziąć tak mały bagaż.

Pierwszy raz lecieliśmy we czwórkę samolotem.

Pierwszy raz nie mieliśmy bagażnika wyładowanego po same brzegi.

Rozmyślania co wziąć, a z czego możemy zrezygnować trwały dość długo. Lista była wydłużana i skracana, ale nigdy nie została ostatecznie ukończona.

Na ostatnią chwilę ustaliliśmy, że bierzemy dwie walizki, wózek i bagaż podręczny, tuż przed wyjściem okazało się, że będzie jeszcze torba podręczna. A oto kilka rzeczy, które ułatwiły nam podróż i pobyt i znalazły się w walizkach. Nasza szczęśliwa siódemka.

1. Wózek podwójny

O naszym wózku pisałam TU. Obecnie używamy go w wersji dla dwójki siedzących dzieci. Co raz częściej Leo siedzi na górze, a Adaś chodzi i tylko jak zabraknie mu siły do wsiada na dół. Muszę przyznać, że bez podwójnego wózka na obecnym etapie zwiedzanie nie byłoby możliwe a przynajmniej nie w takim zakresie. Nie ukrywam, że jak zwykle przeczołgałam moją rodzinę i w trzy dni zrobiliśmy wszystkie trasy z przewodnika.

Wracając do głównego wątku, w wózku chłopcy spali, kiedy potrzebowali. W zależności od potrzeb raz jeden, a raz drugi siedział na głównym siedzisku, a jak było trzeba to i obydwoje spali w komfortowych pozycjach. Wózek mieści się w bramkach metra,nawet tam gdzie nie było specjalnego szerszego przejścia dla wózków. No i tak jak wspomniałam na początku, mogliśmy pokonywać dość duże odległości.

2. Sakwy

do wózka oczywiście (oryginalne do wózka marki Phil&Teds). Wyprawa nad morze czy na dłuższy spacer – dzięki sakwom bocznym nie musieliśmy nosić żadnych toreb, a mieliśmy ze sobą wszystko zaczynając od lustrzanki przez koc, zabawki na plażę, pieluchy, chusteczki, drugie śniadanie… i co tam jeszcze było potrzebne.

3. Chusta

Adaś dużą część swojego niechodzącego życia był zamotany. Leo lubi podróże w wózku, więc wiążemy go sporadycznie. Natomiast chusta zawsze towarzyszyła nam na spacerach, tak w razie czego. I rzeczywiście się przydawała – czasem jako koc, czasem jako zasłona od słońca, czasem zasłaniała nas podczas karmienia na ławce, kilka razy też przydała się do noszenia Leonka – takie remedium kiedy miał już wszystkiego dość.

4. Nocnik podróżny

Gadżet kupiony w ostatniej chwili. Tuż przed wylotem. Adaś był już praktycznie odpieluchowany a nie wiedzieliśmy jaka sytuacja kibelkowa będzie w wynajmowanym mieszkaniu. Myśleliśmy o kupnie czegoś na miejscu, ale w ostatniej chwili zamówiliśmyPottet Plus i był to strzał w dziesiątkę. Zajął bardzo mało miejsca w walizce a łączy funkcje nakładki i nocnika. Szczególnie sprawdził się przy grubszych sprawach. Myślę, że będzie stałym elementem wyposażenia samochodu.

5. Euro

Tego chyba komentować nie trzeba.

Barcelona to idealne miasto na zakupy,  ulice wypełniają głównie sklepy hiszpańskich marek takich jak Zara, Mango, Women’s Secret, Designual, to obecne są też multibrandowe galerie jak El Corte Ingles, a także sklepy marek nieobecnych w Polsce jak Lefties (outlet Inditex), Primark, American Apparel czy Urban Outfitters (wkrótce otwierany, niestety nie znam ani hiszpańskiego ani katalońskiego, więc zupełnie nie wiem na kiedy planują otwarcie).

Odkąd zostałam mamą przestały mnie jakoś kręcić zakupy ubraniowe w sklepach stacjonarnych i również tam nie mogłam się odnaleźć. Wyjątkiem był sklep Nike i Reebok w El Corte Ingles – troszkę tam zaszalałam i chyba wkrótce muszę wydzielić w mojej szafie półkę na ubrania treningowe. Oczywiście nie oznacza to, że nie przywieźliśmy żadnych zdobyczy za te euro. Przywieźliśmy książki, puzzle, gadżety, rzeczy które w życiu codziennym będą nam przypominały o wspaniałych wakacjach.

6. Przewodnik

Nasze podróże zawsze poprzedza kupno przewodnika (a czasem nawet kilku). Zazwyczaj miałam jeszcze czas na przejrzenie i wstępne zaplanowanie na dni. Tym razem nie. W Polsce kupiliśmy tylko bilety do akwarium i na autobus, który miał nas zawieźć z lotniska do miasta.

Naszym przewodnikiem tym razem był „Spacerem po Barcelonie”. Mam do niego kilka zastrzeżeń. Brak było całościowej mapy, co powodowało, że nawet jak byliśmy blisko jakiegoś ciekawego miejsca, a opisanego w innym rozdziale, to nie widziałam go na mapce. Nawet na mapkach poświęconych danej trasie nie wszystkie ulice były opisane, a szlaki oznaczone były nieprecyzyjnie. Co więcej nawet polecane lokale nie były oznaczone. To wszystko powodowało, że konieczne było posiłkowanie się dodatkowo mapą.

Drugim przewodnikiem, a raczej książką o Barcelonie był „Przystanek Barcelona” Katarzyny Wolnik-Vera. Bardzo sympatyczna lektura, która pozwoliła nam poznać miejsce, w którym się znaleźliśmy. Oprócz historii, kultury, smaków, w książce znajdziemy także praktyczne informacje na temat tego co i gdzie kupić, gdzie nie jeść i a nawet o warunkach mieszkaniowych i możliwościach kupna mieszkania w Barcelonie. Książkę dostaliśmy w prezencie od Agnieszki. Dziękujemy!

7. Zabawki na plażę, które zajmują mało miejsca

Sprawdzone już na Bałtykiem silikonowe składane wiaderko Scrunch Bucket i łopatki Quut. Są lekkie, małe i wielofunkcyjne. Nic dodać, nic ująć.

zdjęcie 1

zdjęcie 2 (13)

zdjęcie 3 (7)

zdjęcie 4 (6)

 

 

You Might Also Like

3 komentarze

  • Reply
    Martyna i Paulina Kwiatkowskie
    28 września 2014 at 18:50

    Ciężko się tak spakować. Pomocny wpis.

    • Reply
      efcia
      5 października 2014 at 15:41

      Ciężko, ale całe szczęście się udało. A i bagaż nie przekroczył limitu.

  • Reply
    zatrzymać emocje « efcia.com
    9 kwietnia 2015 at 11:10

    […] pobycie w Barcelonie możecie przeczytać tu: 10 rzeczy, które zaskoczyły mnie w Barcelonie, Niezbędnik podróżnika, Zapiski […]

  • Leave a Reply

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.